Komunikacja bezpośrednia w marketingu nie może być natarczywa

Jednym z ulubionych słówek świata marketingu i reklamy rozumianego ogółem jest na pewno „proktywność”. To słowo-klucz, którego nie rozpoznają zazwyczaj słowniki języka polskiego, jest elementem nowomowy marketingowej powstałej na potrzeby powiedzenia czegoś mądrego w chwili, kiedy nie ma się do powiedzenia nic, chociaż klient czy szef wymaga zabłyśnięcia pomysłem. Jak we wszystkich tego typu przypadkach, w szaleństwie kryje się jednak trochę metody, ponieważ proaktywnosć to z grubsza biorąc, nastawienie na działanie. Działanie jest lepsze od nie-działania, ale są tu pewne granice, które komunikacja bezpośrednia w ramach marketingu bardzo łatwo może przekraczać. Dlatego wskazane jest korzystanie z usług specjalistycznych firm takich jak agencja DirectChannel z Katowic, mająca olbrzymie doświadczenie w zakresie marketingu bezpośredniego.

Komunikacja bezpośrednia w ujęciu proaktywnym

Proaktywność na polu marketingu bezpośredniego ma przede wszystkim na celu utworzenie szumu, w którym firma i jej oferta jest zawsze dostępna. W ten sposób można kreować image marki i po prostu się utrwalać w głowie potencjalnego czy obecnego klienta. Jeśli na przykład klient jest pasjonatem fotografii, a my sprzedajemy akcesoria do aparatów fotograficznych i same aparaty, powinniśmy co jakiś czas poinformować naszego klienta, że mamy dla niego nowe propozycje, jest jakaś promocja czy po prostu przyszła jesień i chcąc nie chcąc, musi on lecieć do parku fotografować liście, bo tak wypada. Proaktywność przejawiać się będzie także w wysłaniu życzeń urodzinowych, jeśli w danym przypadku nie byłoby to dziwne, albo poprzez zaproponowanie rozszerzenia już świadczonych usług.

Kiedy komunikacja bezpośrednia może szkodzić?

Przesadnie proaktywna komunikacja bezpośrednia jest czymś, z czym na pewno spotkał się każdy z nas, ponieważ każdy z nas jest klientem tej czy innej firmy oferującej swoje usługi przez taki czy inny kanał marketingu bezpośredniego. Prym w tym wiodą zwłaszcza firmy telekomunikacyjne oraz dostawcy usług internetowych i telewizyjnych, dostawcy mediów. Ich algorytmy zakładają, że jeśli klient korzysta z określonych usług, prawdopodobnie da się naciągnąć na kolejne usługi. Efekt tego jest taki, że pięćdziesiąt razy do roku będzie bombardowany dokładnie taką samą ofertą, którą odrzucił już wiele razy. Niektóre firmy się orientują, że to trochę irytuje klienta, ale wydają się być niewzruszone.

Podobne wpisy: